Sześciolatek w szkole
pon., 2011/08/22 - 11:03
„Tak” dla reformy W wielu europejskich krajach – np. w Niemczech, Holandii, Francji – w szkolnych ławach zasiadają sześcioletnie dzieci i doskonale sobie radzą. To jeden z najczęściej pojawiających się argumentów za obniżeniem wieku szkolnego w Polsce. Rodzice zdają sobie sprawę z tego, że zlikwidowanie granic i otwarcie rynku pracy zachodnich państw stwarza ich pociechom ogromną szansę. Nic więc dziwnego, że chcą, aby w poziomie edukacji nie odstawały od rówieśników z innych krajów. Zwolennicy reformy podkreślają fakt, że współczesne dzieci dorastają znacznie szybciej niż miało to miejsce kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu. Dlatego też pojawiła się potrzeba wprowadzenia w szkolnictwie zmian, które uwzględniłyby to „przyspieszenie” w rozwoju intelektualnym. Nie da się ukryć, że pierwsze lata życia dziecka to czas, kiedy mały człowiek chłonie wiedzę niczym gąbka. Kształtuje się nie tylko intelekt malucha, ale również jego emocje, zdolności interpersonalne. Jak przekonują rodzice opowiadający się za reformą, szkoła pomaga się dziecku rozwijać we wszystkich wymienionych aspektach. Maluch uczy się samodzielności, nawiązywania znajomości, podejmowania decyzji. Im wcześniej te umiejętności nabędzie, tym lepiej dla niego. Ratuj maluchy! Po drugiej stronie „barykady” stoją rodzice i specjaliści, którzy są przeciwni ustaleniom reformy szkolnictwa. Pod głośną już inicjatywą „Ratuj maluchy!” podpisało się ponad 346 tys. osób. Warto jednak zaznaczyć, że wiele spośród nich wyraża się negatywnie nie tyle na temat samych zmian, co raczej sposobu ich wprowadzania – bez dyskusji z rodzicami, naprędce i bez odpowiednich przygotowań. Lista zarzutów, które kierowane są pod adresem MEN, jest bardzo długa. Pojawia się na niej między innymi kwestia niedoinwestowania szkół. Choć wymagania stawiane placówkom, do których wkroczą sześciolatki, są słuszne i konkretne – np. osobne wejście dla maluchów – to w wielu przypadkach szkoły nie poradziły sobie z ich wypełnieniem. Znaczne ograniczenie funduszy, które miały być przeznaczone na ten cel, to kolejny zarzut wobec ministerstwa. Wielu rodziców obawia się, czy ich pociecha poradzi sobie w szkole. Dziecko, które dotychczas większość czasu spędzało na zabawie, nagle zostanie zmuszone do spokojnego siedzenia w ławce przez 45 minut. Wątpliwości wzbudza również przewidziany program nauczania. Według rodziców przekracza on możliwości przeciętnego sześciolatka, który – zgodnie z nowymi założeniami – już pod koniec pierwszej klasy powinien mieć opanowaną umiejętność pisania i czytania. Inicjatorzy protestu „Ratuj maluchy!” taki sposób nauczania nazywają wprost „tresurą sześciolatków”. Obawy dotyczą także wpływu – niekoniecznie pozytywnego – dużo starszego towarzystwa, z którym dziecko będzie się stykało na co dzień. Nie można zapomnieć też o tym, że niewielu rodziców zdecydowało się na wcześniejsze posłanie sześciolatka do szkoły, a taka możliwość była od 2009 roku. Napływ dzieci w 2012 roku doprowadzi do znacznego przepełnienia placówek, a co za tym idzie – liczebność klas może przekraczać 30 osób. W dyskusji bardzo często pada stwierdzenie, że obniżenie wieku szkolnego to nic innego jak odbieranie maluchom dzieciństwa. Sześciolatek zamiast beztrosko się bawić, będzie musiał wypełniać liczne szkolne obowiązki. Czy jest to na gotowy? Na ten temat wypowiada się psycholog dziecięcy Monika Skoczylas-Merczyńska.
Małgorzata Przybyłowicz
|
Polecane Artykuły |







spoko artykuł
spoko artykuł
Prawda jest taka że Państwo
Prawda jest taka że Państwo Polskie potrzebuje parobków, i dzieci prędzej będą kończyć szkoły. Więc dzieciństwo należy skrócić, a wiek emerytom wydłużyć.
-Robol to robol, a elity nowobogackich będą się dalej miały dobrze.
Ale historia lubi się powtarzać, i rewolucja Francuska, też pewnie się powtórzy.